118. Okołoksiążkowo - walentynkowo ;)

Dziś dzień Świętego Walentego, patrona zakochanych, zwany potocznie Walentynki. Nie obchodzę tego święta, bo zakochana nie jestem, ale pomyślałam, że nawiązując do miłości unoszącej się dookoła (a przynajmniej w hipermarketach, które atakują serduszkami ;)), napiszę post okołoksiążkowy. W książkach często możemy przeczytać co nieco o miłości, zarówno tej szczęśliwej i radosnej, jak i smutnej i niespełnionej, a także o zauroczeniach, miłości platonicznej, czy po prostu miłości rodzinnej. Postanowiłam więc opowiedzieć Wam o moich ulubionych książkowych zakochanych, o parach, o których czytałam z przyjemnością, lub którzy w jakiś sposób na mnie wpłynęli, albo po prostu o takich, których jakoś szczególnie zapamiętałam.


Nie będzie tu klasycznych historii miłosnych - Romeo i Julia, a także Tristan i Izolda są tak znani, że chyba nie da się już nic nowego na ich temat napisać. Podobnie w kwestii Elizabeth Bennet i pana Darcy'ego, już napisano o nich tyle, że nie będę nic dodawać. Napiszę za to o postaciach, które pamiętam z moich lektur - co najlepsze, w zdecydowanej większości są to bohaterowie książek starszych, albo takich, których akcja rozgrywa się w "dawnych czasach". Może to stąd, że współczesne romanse właściwie do mnie nie przemawiają - z reguły są zbyt dosłowne, za wiele w nich dzikiej namiętności, a za mało takiego poza cielesnego zainteresowania drugą osobą.

Kolejność opisywanych zakochanych jest przypadkowa, wymieniłam ich tak, jak mi akurat przyszli do głowy.

Z góry przepraszam za SPOJLERY dotyczące losów wspomnianych przeze mnie postaci, jeżeli ich nie lubicie to radzę nie czytać dalej ;)



* Ania Shirley i Gilbert Blythe (seria "Ania z Zielonego Wzgórza" L.M. Montgomery) - jak często powtarzam tu na blogu, to jedna z moich ulubionych serii, do której mam sentyment, bo zaczytywałam się nią w czasach nastoletnich. Na pewno większość z Was zna ich historię, ale dla tych, którzy jednak nie kojarzą ich, albo nie pamiętają, kilka słów na temat ich związku. Poznali się w szkole - Ania, obdarzona wybujałą fantazją rudowłosa sierotka, przygarnięta przez samotne rodzeństwo Cuthbertów i Gilbert, obiekt westchnień koleżanek szkolnych. Ich znajomość rozpoczęła się dość niefortunnie (pamiętacie na pewno jak Ania rozbiła na głowie Gilberta swoją tabliczkę, po tym jak usłyszała jak on nazywał ją "Marchewką"), to jednak po różnych perypetiach zostali parą, a potem małżeństwem i doczekali się aż szóstki dzieci (a właściwie nawet siódemki, ale Joy, najstarsza córka, zmarła niedługo po urodzeniu - Arnika, dzięki za przypomnienie ;) ). Na początku to Gilbert był tym, który jest zauroczony, czy zakochany, Ania dopiero po latach odkryła, że to on jest jej prawdziwą miłością, że to na niego czeka, a nie na wymarzonego księcia o chmurnym spojrzeniu. Seria o Ani jest taka spora, że możemy trochę poczytać o ich perypetiach przed i po ślubie, chociaż w ostatnich częściach więcej dowiadujemy się o ich dzieciach. 
Historia Blythe'ów jest, mimo wszystko, nieco uładzona, czasem zbyt idealna, a momentami trochę naiwna, ale ja i tak ją lubię i czasami do niej wracam. Gilbert zawsze był jednym z moich książkowych ulubieńców, lubiłam go za to, że tak wytrwale trwał przy swojej ukochanej, a także za jego dumę i ambicję. Ania z kolei, to Ania, więcej o niej nie trzeba pisać ;).



* Valancy i Barney ("Błękitny zamek" L.M. Montgomery) - tę książkę autorki "Ani z Zielonego Wzgórza" odkryłam już jako osoba dorosła, niemniej, bardzo ją polubiłam. Valancy jest trochę podobna do mnie, stąd sympatycznie się czyta o jej losach, a zwłaszcza o tym, jak się zmienia z potulnej rodzinnej starej panny, w otwartą dziewczynę, dla której śmiertelna choroba nie jest źródłem załamania, a raczej impulsem do życia w pełni i wyrwania się z sideł toksycznych bliskich. Na początku Barney ją fascynuje, a i pomaga jej w zmianie życia, a potem nagle z ich nietypowej bliskości rodzi się miłość, taka bez fajerwerków czy wielkich namiętności, ale pełna ciepła i wsparcia. W tej historii również jest sporo wyidealizowania, niemniej, jest w niej życie. I to mi się podoba ;).

* Katarzyna Morland i Henry Tilney ("Opactwo Northnager" Jane Austen) - historia ta jest jedną z mniej znanych książek Jane Austen. Właściwie większość kojarzy tę opowieść jako parodię powieści gotyckiej, a mało się skupia uwagi na głównych bohaterów. Katarzyna jest naiwniutką dziewczyną z nieco wybujałą wyobraźnią, na którą działają szczególnie romanse grozy, które namiętnie czytuje. Kiedy więc poznaje Henry'ego Tilneya i dowiaduje się, że mieszka on w starym opactwie, jest zafascynowana. Co prawda, na początku interesuje ją same opactwo i tajemnice, które skrywa, niemniej, po pewnym czasie i Henry trafia do jej serca swoją osobą. Pan Tilney z kolei, jest mężczyzną inteligentnym, twardo stąpającym po ziemi, jednak obdarzonym fajnym poczuciem humoru. Katarzyna chyba od początku wzbudza jego zainteresowanie, jednak chyba nie traktuje jej na poważnie, w końcu to naiwne dziewczątko, słodkie i niewinne, ale niekoniecznie obdarzone inteligencją i polotem. Wydaje mi się, że na początku między nimi jest taka zdrowa przyjaźń, a dopiero w skutek różnych wydarzeń rodzi się coś głębszego, co jest, moim zdaniem bardzo ciekawe. A samego pana Tilneya bardzo lubię. I polecam adaptację "Opactwa Northanger" z 2007 roku, oczywiście od BBC, to taki lekki film, może nie do końca zgodny z książką, ale bardzo przyjemny w odbiorze, a aktor grający mojego ulubieńca może nie jest klasycznym przystojniakiem, ale ma w sobie to coś i świetnie pasuje mi do tej roli ;).




* Demelza i Ross Poldark (seria "Dziedzictwo rodu Poldarków" Winston Graham) - o tych dwojgu i o książkowej serii, z której pochodzą pisałam już wielokrotnie (TU, TU i jeszcze TU). Sami wiecie, że jestem fanką Poldarków ;). Nie będę się więc powtarzać, tylko dodam, że mimo wzlotów i upadków, jest to taka dobra para. Oboje, wbrew pozorom, bardzo do siebie pasują i chociaż nie zawsze postępują jak trzeba, to myślę, że ogólnie mogą być wzorem zgodnego małżeństwa, takiego, które jest ze sobą na dobre i na złe...

* Jane Eyre i pan Rochester ("Jane Eyre"/"Dziwne losy Jane Eyre" Charlotte Brontë) - była Jane Austen, więc muszę też wspomnieć o bohaterach najbardziej znanej książki najstarszej z sióstr Brontë. Jane jest typową dziewczyną tamtych czasów, wychowanką pensji, grzeczną, sztywną, nieprzyzwyczajoną do okazywania uczuć guwernantką. Nie jest to pełna emocji młoda kobieta, w której łatwo się zakochać, stąd związek między nią, a nieco ekscentrycznym panem Rochesterem wydaje się dziwny. Oczywiście, pierwotnie jest to niejako gra tego bogatego mężczyzny, ale potem przeradza się w coś innego. Jane, chociaż na zewnątrz taka sztywna i zimna, ma w sobie wiele miłości, którą przelewa na różne osoby. Jak kocha, to już na zawsze, niestałość nie leży w jej naturze, stąd jej przywiązanie i zbieg różnych okoliczności, doprowadzają do szczęśliwego zakończenia... O ile Jane nie jest moją ulubienicą, to mogę niejako ją zrozumieć, bo wiem jak wyglądało jej życie wcześniej, wiem skąd się biorą jej zachowania, skąd ta sztywność, o tyle pan Rochester to postać, którą bardzo dobrze wspominam i uważam, że jako para bardzo do siebie pasują ;).

* Margaret Hale i John Thornton ("Północ i południe" Elizabeth Gaskell) - kolejna klasyczna książka w moim zestawieniu, chociaż mniej znana niż te wyżej wymienione. Margaret jest kobietą bezkompromisową, dumną, odważną, skromną, ale znającą swoją wartość. Pochodzi ze zubożałej szlacheckiej rodziny, która, w związku z finansowymi kłopotami musi przeprowadzić się do przemysłowego miasteczka. Z kolei John Thornton to przedsiębiorca, który jest równie dumny i bezkompromisowy, ale też nieco zarozumiały, czasem nawet wydaje się wręcz arogancki. Z tego względu Margaret go początkowo wręcz nie cierpi, czemu właściwie trudno się dziwić, jednak potem odkrywa, że za tą twardą powłoką bezwzględnego przedsiębiorcy, znajduje się mężczyzna z uczuciami, człowiek, dla którego liczą się inni. Wtedy nabiera do niego szacunku, ale chyba prawdziwa miłość pojawia się, dopiero kiedy ich sytuacje życiowe się odmieniają i okazują się odwrotne. John traci nieco dumy, a Margaret zaczyna go bardziej szanować i rozumieć. Ta miłość między nimi to nie zakochanie od pierwszego wejrzenia, to nie grom z jasnego nieba, ale takie powolne zakochiwanie się, w miarę poznawania, zwłaszcza w trudnych sytuacjach...


* Juliet Ashton i Dawsey Adams ("Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek" Mary Ann Schaffer, Annie Barrows) - szalenie lubię tę historię, chociaż w sumie nie jest zbyt odkrywcza, niemniej, ma dla mnie jakiś taki fajny wydźwięk. Juliet jest pisarką, ma za sobą wydaną z sukcesem debiutancką książkę zawierającą wojenne felietony, szuka jednak nowego tematu na książkę. Zupełnie niespodziewanie otrzymuje list od mężczyzny, w którego posiadaniu znalazła się jedna z książek z jej księgozbioru. Zaintrygowana, nawiązuje z nim korespondencję, dowiadując się wielu ciekawych rzeczy o wyspie Guernsey, a także o samym Dawseyu, czyli swoim korespondencyjnym przyjacielu. Niespodziewanie dla siebie, postanawia udać się na tę wyspę, żeby zebrać materiały do książki, a tymczasem okazuje się, że znajdzie tam też coś innego ;)
Juliet jest nieco zagubioną, młodą kobietą. Wydawać by się mogło, że jest szczęśliwa - przeżyła wojnę, ma wspaniałego ukochanego, robi to co lubi, jednak okazuje się, że czegoś jej w życiu brakuje i właśnie to może odnaleźć na małej, zapomnianej nieco wyspie Guernsey, przy boku nieśmiałego, ciepłego, pełnego dobroci mężczyzny... Czego chcieć więcej? ;)

* Julie i R. ("Ciepłe ciała"/"Wiecznie żywy" Issac Marion) - na koniec książka zupełnie nie pasująca do pozostałych - po pierwsze powieść dla nastolatków, po drugie to publikacja z gatunku fantastyki, traktująca o zombie, niemniej, pomyślałam, że będzie świetnie uzupełniać te "stare" historie ;).
R. jest zombie, jednak takim bardziej... hmmm... myślącym. Nie ma jednak wspomnień, więc w sumie nie wie jak to się stało, że jest kim jest. Nie pamięta też swojego imienia, tylko tę jedną, jedyną literkę, właściwie też nie mówi, tylko wydaje jakieś dziwne odgłosy. Taki typowy zombie - "żyje" sobie z dnia na dzień, polując na ludzi wraz z innymi sobie podobnymi Martwymi. Pewnego jednak dnia na jego drodze staje Julie, a on niespodziewanie dla siebie, zamiast ją zjeść, postanawia zabrać ją do swojego "domu" i tak zaczyna się najdziwniejszy romans, jaki czytałam ;). 
Imiona bohaterów i ich historia sugerują nawiązania do klasycznej historii miłosnej, jaką są dzieje Romea i Julii. R. i Julie bowiem zakochują się w sobie pomimo tego, iż tak wiele ich dzieli, mimo iż jedno z nich jest żywą istotą, a drugie "żywym trupem" i właściwie pomiędzy nimi powinna panować nienawiść. Okazuje się jednak, że miłość na serio może wiele zmienić, nawet życie innych osób i losy całego świata...

Miało być krótko, a wyszło jak wyszło, niemniej, dziękuję za uwagę tym, którzy wytrwali do końca wpisu. Przepraszam też za jakość zdjęć, ale były robione wczoraj wieczorem, więc światło było jakie było ;).

A jakie zakochane pary z książek Wy lubicie albo jakie szczególnie zapadły Wam w pamięci?

Komentarze

  1. Walentynki.... wiesz... dla mnie każdego dnia powinniśmy okazyąć (możemu okazywać) innym sympatie miłość ale jeśli ktoś lubi to niech obchodzi i Walentego :)

    odnośnie książek to Twoje wydanie Ani jest chyba najpiękniejszym jakie widziałam <3 Już jakiś czas temu wpadło mi ono w oko w necie i byłam zachwycona.. nadal mnie zachwyca. To wydawnictwo Literackie? Masz inne książki - pozostałe części utrzymane w tym samym stylu? Piękna jest :)

    Jeśli chodzi o Twoje pytanie.... zakochane pary... Nie mam swoich ulubionych a takie ktore utkwiły mi w pamięci. Pierwsze co przychodzi mi do głowy to Demelza i Ross ale to za sprawą serialu i książek w które mnie wciągnęłaś xD Chociaż z Rossem to można powiedzieć, że był trójkąt miłosny - wiesz co mam na myśli :)


    Miłość Ani i Gilberta a dokładnie jej początki były.. skomplikowane :D

    Do takich par można dodać również Zbyszka i Danusie (pamiętam, że płakałam jak Danusia umarła). Z par jeszcze Scarlett O`Hara i Rhett Butler z "przeminęło z wiatrem" ale to dlatego, że akurat czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wydanie "Ani z Zielonego Wzgórza" trafiło do mnie przypadkiem - ktoś podarował naszej bibliotece małe stosy książek, a wśród nich była ta. Większość poszła do księgozbioru biblioteki, ale część odłożyliśmy do oddania dla czytelników (darczyńca wiedział, że to, czego nie dołączymy do naszych zbiorów, zostanie przekazane dla czytelników, albo pójdzie na makulaturę). A że szalenie mi się spodobała ta książka, to zapytałam, czy ja nie mogłabym jej wziąć, otrzymałam zgodę i oto jest ;). Ogólnie w domu mam tylko 4 tomy serii o Ani, każda z innego wydawnictwa i w zupełnie innym wydaniu, tak się złożyło akurat ;).

      Wiesz, trójkąt był tylko na początku, potem już była para i to para z prawdziwego zdarzenia ;)

      Oooo zapomniałam o "Przeminęło z wiatrem"! Oczywiście, też lubię tę parę, bo jest taka inna od wszystkich ;).

      A "Krzyżaków" nie cierpię, Danusia to było dziecko, a Zbyszko niezbyt ogarnięty, jak dla mnie ;)

      Usuń
    2. Trafiłą Ci się perełka :) Piękne.... naprawdę :)

      Ale Ross i tak myślami wracał chociaż potem to rzeczywiście :)

      Ogólnie w "Przeminęło z wiatrem" cała historia jest ładnie opisana :)

      Ja również nie przepadam za Krzyżakami i wiem, że Danusia była dzieckiem a Zbyszko roztrzepany ale ta więź miedzy nimi mnie ujęła ;)

      Usuń
    3. Tak, przypadkiem trafiłam na taką piękną książkę ;)

      To prawda, cała historia w "Przeminęło z wiatrem" jest interesująca i zdecydowanie warta uwagi ;). Ja wiem, że Rhett to był początkowo typek trochę spod ciemnej gwiazdy, ale nie mogę zrozumieć jak Scarlett go traktowała... W ogóle nie cierpię tej dziewczyny, choć faktycznie jest opisana bardzo dobrze...

      Mnie nie ujęła ta więź, ale może to dlatego, że nie za bardzo się lubię z twórczością Sienkiewicza, stąd niekoniecznie dokładnie się wczytywałam w tę książkę ;)

      Usuń
    4. Albo to ona trafiła na Ciebie.... wybrała Ciebie :)

      Wiesz.... to była taka damulka, liczyły się dla niej zabawy, elegancja bycie na salonach... potem nieco "wydoroślała" ale nadal pozostała w niej ta rządza pieniądza, majątku... z jednje strony przywiązanie i miłość do ziemi są piękne ale z drugiej to ona przesadzała bo przysłaniało jej to inne wartości. W sumie to ona chyba tak naprawdę nie wiedziała czego chciała :)

      Mnie ujęła kiedy czytałam ją w gimnazjum - nie wiem jak byłoby teraz ;)

      Usuń
    5. To też możliwe, w każdym razie mam ją w swoim księgozbiorze ;)

      No tak, to była taka rozpuszczona panienka, która owszem, bardzo dbała o swoją rodzinną posiadłość, ale rzeczywiście przesadzała... W sumie szkoda mi tego Rhetta... A czytałaś kontynuację tej historii napisaną po latach przez kogoś innego? Nosi chyba tytuł "Scarlett".

      Mnie nie ujęła w gimnazjum, nie wiem jak by było teraz, może bym ją bardziej doceniła ;)

      Usuń
    6. ^_^

      Nie lubię takich osób... irytują niemniej jej charakter jest silny tak samo jak Rhetta - dwie silne postacie w powieści ;)
      Nie czytałam i nie mam w planach :)

      Wszystko jest możliwe ale nie zawsze warto sprawdzać :D

      Usuń
    7. Dokładnie, jest irytująca, ale faktycznie ma silny charakter.
      W sumie Cię rozumiem, bo ta kontynuacja nie jest zbyt dobra, więc w sumie szkoda czasu ;)

      Usuń
    8. Może każda osoba z silnym charakterem irytuje? xD
      Lepiej wykorzystać go na coś innego ;)

      Usuń
    9. Niekoniecznie, bo np. Rhett mnie nie irytuje ;)
      Dokładnie.

      Usuń
    10. No w sumie on też miał silny charatkter i cierpliwy był :)

      Usuń
  2. Właśnie uświadomiłaś mi j, ak wiele mam do nadrobienia. Świetny post. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie obchodzę walentynek, ale dlatego, że uważam iż okazywać sobie miłość powinniśmy codziennie, a nie szaleć tylko dlatego, że 14.02 w kalendarzu 😜
    Co do par literackich to właśnie skończyłam wspaniałą książkę o miłości. Namiętności w niej dużo, ale ma też głębszy przekaz 😉
    Pozdrawiam
    https://subjektiv-buch.blogspot.com/2020/02/wiecej-niz-pocaunek-helen-hoang.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, miłość powinno się okazywać codziennie ;)
      Ooo mam w planach tę książkę!
      Również pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. Ale Super zestawienie książek :) Ja bardzo lubię Walentynki, oczywiście miłość, szacunek okazujemy sobie codziennie, jednak Walentynki to taki czas, gdzie można jeszcze bardziej dopieścić swoją połówkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;). Jedni lubią, inni nie, kwestia gustu. W takim razie życzę Ci udanych Walentynek ;)

      Usuń
  5. Jaki fajny pomysł na wpis. Ja nie świętuję Walentynek, ale bardzo cenię sobie codzienne celebrowanie miłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Codzienne celebrowanie miłości jest ważne, zdecydowanie ważniejsze niż jeden dzień w roku, więc Cię rozumiem ;)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawe przedstawiłaś literackie zakochane pary:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, "Ania". Zawsze będę darzyć tę historię wielkim sentymentem. Czytałam ją dawno temu, ale wciąż tak dobrze ją pamiętam. Planuję jednak sięgnąć także po "Północ i południe" Elizabeth Gaskell.

    Bardzo pomysłowy post. Na czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że Ania Shirley ma tyleż fanek, ile hejterek ;). Cieszę się, że Ty, podobnie jak ja, lubisz tę postać.

      Dzięki ;)

      Usuń
  8. Uwielbiam Błękitny zamek i marzę o tym wydaniu u Ciebie ze zdjęcia, ale nigdzie nie mogę go dostać już :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Ja kupiłam tę książkę w bonito, chyba 2 albo 3 lata temu, zupełnie przypadkiem ;). Ale faktycznie, to wydanie jest bardzo ładne.

      Usuń
    2. Nakład już wyszedł i nie da się upolować :)

      Usuń
  9. Kilka książek, z których wybrałaś pary czytałam, ale większość nie kojarzę. Na mojej liście ulubionych par książkowych znalazłaby się również Ania i Gilbert.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  10. Ooo jak tu się romantycznie zrobiło! :D Ania i Gilbert - wiadomo <3 I pan Tilney - moim zdaniem Katarzyna od samego początku była w nim zabujana ;) Cieszę się, że widzę tu "Błękitny Zamek" - w moim wydaniu jest to Joanna i Edward :) Zawsze mnie rozczulała ta scena, w której Joanna zorientowała się, że kocha Edwarda - czyli kiedy mówił jej, że skończyła się benzyna :D To taka życiowa chwila :D
    Reszty nie znam, ale bardzo chcę poznać Jane Eyre i Poldarków. Nie wiem jeszcze, kiedy, ale mam ich na liście :)
    "Dumę i uprzedzenie" lubię mocno średnio, ja bym jednak tak łatwo nie wybaczyła Darcy'emu tych słów o tym, że "jest za brzydka, żeby z nią zatańczył" (czy jakoś tak) i tego, jak odwiódł Bingleya od Jane (miał dobre chęci, ale dobrymi chęciami jest piekło usiane).
    Nie lubię też "Romea i Julii" (para zakochanych małolatów, nie miłość a bunt w okresie dojrzewania) ani "Tristana i Izoldy" ("miłość" tylko dzięki działaniu eliksiru, wcześniej Izolda nawet nie lubiła Tristana...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała - Ania i Gilbert mieli szóstkę żyjących dzieci, nie piątkę - zmarła Joy, ale byli jeszcze Kuba, Walter, Nan, Di, Shirley i Rilla :) Pewnie zapomniałaś o Shirleyu, jego jest w książkach bardzo mało, bo przywłaszczyła go sobie właściwie Zuzanna :/

      Usuń
    2. Cóż, mnie się wydaje, że początkowo Katarzyna była nim zauroczona, ale równie duże wrażenie zrobiło na niej to opactwo ;). Moim zdaniem tak naprawdę zakochała się w panu Tilneyu dopiero jak już tam była i zobaczyła jaki on jest dobry dla siostry etc. ;). Ale to takie moje przemyślenia...
      Właśnie czytałam kiedyś takie wydanie "Błękitnego zamku", w którym była Joanna i Edward i potem, jak już nabyłam własny egzemplarz, byłam zaskoczona, że w nim byli Valancy i Barney ;). Swoją drogą, imię Valancy bardzo mi się podoba, jest takie oryginalne, z kolei Barney mi się kojarzy z kreskówką ;). W ogóle ta książka jest bardzo życiowa, mimo wszystko, ale ta scena, którą wspominasz, jest super :)
      "Jane Eyre" i Poldark to moi ulubieńcy, jak wiesz, więc bardzo Cię zachęcam do poznania tych książek ;).
      Ja bym nie wybaczyła panu Darcy'emu tylko tego, jak rozdzielił Bingleya i Jane. A co do tego nazwania jej za mało przystojną, żeby się skusił, to są gusta i guściki ;).
      "Romea i Julii" też szczególnie nie lubię, ale to klasyka literatury, więc wspomniałam ;). A "Tristan i Izolda" to zupełnie inna historia, ja wiem, że to ten eliksir, ale tak czy siak to było bardzo smutne...

      Ojej, dzięki za korektę! Faktycznie, zapomniałam o Shirleyu! Zaraz to poprawię ;). Swoją drogą, to było dziwne, jak ta Zuzanna sobie "przywłaszczyła" to dziecko...

      Usuń
  11. Też uwielbiam serię o Ani <3 Jestem w trakcie oglądania serialu na Netflixie :) I "Błękitny zamek" to też była przecudowna historia! W ogóle uwielbiam wszystkie książki Montgomery :) Chciałabym je wszystkie sobie odświeżyć, ale niestety nie mam na tyle czasu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam zamiaru oglądać tego serialu, bo słyszałam, że jest niezgodny z książkami, a nie lubię oglądać luźnych adaptacji ulubionych lektur ;). Niestety, znam ten brak czasu, a tu tyle nowości przed nami...

      Usuń
  12. Ani nie czytałam, ale zamierzam to zmienić, więc dowiem się nieco więcej o niej i o Gilbercie. Popieram za to Jane Eyre i pana Rochestera - chociaż ja w porównaniu z Tobą bardzo Jane lubiłam. :) Poza tym jeszcze uwielbiam z bardziej fantastycznych pozycji: Rose i Dimitra z "Akademii Wampirów", Clare i Jace z "Miasta kości", no i oczywiście Rose i Jacka z "Titanica". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jane mnie po prostu momentami irytowała ;). Nie znam wspomnianych przez Ciebie postaci książkowych, a "Titanic" znam, chociaż to nie książka ;)

      Usuń
  13. Znam tylko jedną z tych par :) ale w wielu książkach można się takowych doszukać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, dlatego wybrałam swoje ulubione postacie ;)

      Usuń
  14. O, większości widzę, że nie czytałam. Co do ulubionej książkowej zakochanej pary, to musiałabym się poważnie zastanowić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się zastanowisz, to może podzielisz się z nami? ;)

      Usuń
    2. Chyba jeszcze nie trafiłam na tę idealną :D.

      Usuń
    3. Żadna z tych par nie jest idealna, myślałam, że może masz jakąś, którą szczególnie lubisz lub wspominasz... Ale nie będę naciskać ;)

      Usuń
  15. Chyba skuszę się na przeczytanie serii "Dziedzictwo rodu Poldarków" Winstona Grahama :D Zapowiada się ciekawie :D Pozdrawiam!
    wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam tę serię ;). I również pozdrawiam

      Usuń
  16. Tak szczerze to znam mniej więcej 1/3 par, które opisałaś i za żadną nie szaleję. Ale pozwól mi pomyśleć, jakie książkowe pary ja lubię najbardziej...? Na pewno Vimes i Sybil z cyklu "Świat Dysku" Pratchetta, Atticus i Granuaile z "Kronik Żelaznego Druida" oraz... czy to będzie dziwne jak powiem: Wołodyjowski i jego Basieńka? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dlatego, że mamy nieco inny gust czytelniczy. Widzisz, ja z kolei nie znam par, które Ty przytoczyłaś, nawet za bardzo nie kojarzę Wołodyjowskiego, ale to dlatego, że nie lubię się z panem Sienkiewiczem ;).

      Usuń
  17. Wielu tych par nie znam, ale Ania i Gilbert to też jedna z moich ulubionych. Lubię jeszcze bohaterów z "Przeminęło z wiatrem", z serii "Obca". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zapomniałam zupełnie dodać Scarlett i Rhetta, a też lubię tę parę ;). Z kolei serii "Obca" nie znam, ale zdaje się, to fantastyka, więc nie moje klimaty...

      Usuń
  18. Wpis bardzo ciekawy :) Nie wszystkie z wymienionych przez Ciebie par znam, ale może nadrobię zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  19. "Ania z Zielonego Wzgórza" - uwielbiam! Mam jeszcze całą serię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam kilka tomów, każdy w innym wydaniu ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz ;)