czwartek, 11 lipca 2019

68. Z nadmiarem tragedii, czyli " W potrzasku wspomnień" Aleksandra Kosowska

Dziś opowiem Wam o książce, która mnie bardzo wymęczyła. Wprost nie mogłam się doczekać kiedy ją skończę i najlepiej komuś oddam, albo sprzedam. W końcu ją przeczytałam i mogę się podzielić moją opinią. Zapraszam do zapoznania się z moją lekko krytyczną recenzją...


tytuł: "W potrzasku wspomnień" 
autor: Aleksandra Kosowska
data wydania: 25 czerwca 2019 r.
wydawca: Zysk i S-ka

Powieść zaczyna się ciekawie: młoda kobieta próbuje popełnić samobójstwo, skacząc do jeziora. Postawia na brzegu pomostu kartkę z bardzo enigmatycznym listem pożegnalnym podpisanym imieniem Oliwia. Mężczyzna, o jakże męskiej ksywie - Mateo, ratuje tę kobietę przed utonięciem. W szpitalu, dokąd zostaje przywieziona niedoszła samobójczyni, okazuje się, że straciła ona pamięć i nie wie kim jest, ani dlaczego chciała popełnić ten niewybaczalny czyn. Przypadek sprawia, że po wyjściu ze szpitala, Oliwia trafia do domu swojego wybawiciela. Tam odkrywa powoli swoją tożsamość, przypomina sobie przeszłość i znajduje miłość...

Oliwia i Mateo to wyjątkowo irytujący główni bohaterowie, których zachowania i emocje są dla mnie niezrozumiałe. O ile zdezorientowanie niedoszłej samobójczyni jest normalne, bo straciła pamięć i tożsamość, o tyle już jej relacje z Mateo są co najmniej dziwne. Oboje odpychają się i przyciągają, z jednej strony nie mogą dojść do porozumienia, z drugiej zaś, pożądanie, które nimi targa jest bardzo silne i łatwo mu ulegają. Na początku wydaje się, że ona go denerwuje, ale zarazem on nie może się powstrzymać przed pogładzeniem jej po policzku czy przytuleniem. Oliwia nic nie pamięta, nie wie kim jest, ale nie ma problemu z tym, że praktycznie od początku znajomości obcy ludzie ją przytulają, głaskają etc. Nie ma też problemu z tym, że Mateo, czyli tak naprawdę obcy dla niej mężczyzna, nosi ją na rękach w różnych sytuacjach. Swoją drogą, to noszenie na rękach jest, obok innych zachowań bohaterów, zdecydowanie zbyt częste...


W miarę rozwoju znajomości, nasi główni bohaterowie albo się rzucają sobie do gardeł, albo nie wychodzą z łóżka. Prawie ze sobą nie rozmawiają, a jeśli już, to są to głównie głupie przekomarzania. Ciągle się droczą, a ona non stop go szturcha, albo wymierza mu kuksańce w brzuch - dosłownie jak dzieci. Na dodatek, zamiast szczerych wyznań i rozmów na dręczące ich tematy, mamy szereg przemyśleń wewnętrznych Oliwii i Mateo, którzy na dodatek dopowiadają sobie różne rzeczy, wymyślają różne niemożliwe sytuacje, zamiast przegadać dany temat, co rodzi między nimi niepotrzebne nieporozumienia. Między tą parą nie widać wcale chemii, nie widać zakochania, tylko sztucznie wykreowany romans, na dodatek oparty wyłącznie na fizyczności. Ona jest u niego kilka dni, w czasie których ciągle histeryzuje, on z kolei ma ciągle zmienne nastroje: a to ją znienacka przytula czy nosi na rękach, a to obraża się na nią z byle powodu, jak dziecko. Autorka chce nam pokazać, że są w sobie zakochani, ale jak dla mnie to tylko fizyczne pożądanie, nic więcej.

Inni bohaterowie tej książki stanowią tylko tło dla "zakochanych", ale są równie nierealni, przerysowani, czasem wręcz karykaturalni, przesadnie emocjonalni i na dodatek nierozsądni. Jak pojawia się dobra pielęgniarka, to jest ona wprost idealną osobą, jak mamy postać złego człowieka, to jest on zły do szpiku kości i robi taki rzeczy, że aż włos się jeży na głowie. Oliwia, zamiast wzbudzać u czytelnika współczucie, wywołuje poirytowanie, jest histeryczna, non stop mdleje albo śpi, bądź robi problemy, ewentualnie ciągle zmienia nastroje i ogólnie zachowuje się, jakby wraz z utratą pamięci straciła również zdolność myślenia. Mateo z kolei, jest bardzo agresywny i łatwo wpada w złość, a na dodatek nie potrafi zrozumieć różnych sytuacji, zachować się rozsądnie, jak przystało na dorosłego mężczyznę. Ponadto, męscy bohaterowie tej książki, z Mateo na czele, kiedy są zdenerwowani, zaciskają mięśnie szczęki, co jest zabawne, bo to chyba według autorki jedyna oznaka wzburzenia.

Czytając tę powieść odczuwałam jedynie zirytowanie, nie potrafiłam się wczuć w te teatralne, sztuczne emocje bohaterów, irytowało mnie stereotypowe potraktowanie trudnego tematu utraty wspomnień. Ogólnie cała opowiadana historia jest na siłę przeciągnięta, wydumana, a na dodatek wprost napchana dramatami. Naprawdę, ilość tragedii dotykających Oliwię jest tak wielka, tak przesadzona, że w normalnym życiu taka dziewczyna by nie wyszła ze szpitala psychiatrycznego, tak bardzo by miała zniszczoną psychikę, a tu w książce nasza bohaterka sobie radośnie hasa po domu Mateo, jeździ konno i tylko czasami ma koszmary i mdleje z ich powodu. 

Sięgając po tę książkę liczyłam na poruszającą historię miłosną i opowieść o odkrywaniu własnej tożsamości i utraconych wspomnień, tymczasem dostałam romans sensacyjny, momentami ckliwy, czasem wręcz brzydki, brutalny, a chwilami totalnie bezsensowny, na dodatek bardzo amerykański, jak hollywoodzki film, i tak samo nierealny. Kiedy rozmawiałam ze znajomymi o tej pozycji i opowiadałam im całą historię w niej opisaną, większość stwierdzała krótko: to jakaś telenowela brazylijska, albo pokręcona powieść akcji, nie obyczajówka. I ja się z nimi zgadzam!

"W potrzasku wspomnień" przypomina mi też trochę twórczość Colleen Hoover, zarówno pod względem stylu, jak też nagromadzenia dramatów oraz przesadnej emocjonalności bohaterów. Zdaję sobie sprawę, że moja opinia jest i zapewne będzie jedną z nielicznych krytycznych, bo podejrzewam, że mimo wszystko, ta książka znajdzie wiele fanek. Nie skreślam zupełnie tej powieści, bo napisana jest poprawnycm stylem, nie znalazłam też w niej większych błędów, widać ogrom pracy autorki przy jej przygotowaniu, jednakże sama jej fabuła i bohaterowie mnie rozczarowali, więc nie będę jej polecać, ani odradzać. Warto samemu sięgnąć po tę książkę i wyciągnąć własne wnioski...


Nie będzie to książka, którą chcę zapamiętać i do której będę wracać, jednakże mimo to dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka oraz portalowi Bookhunter.pl za możliwość jej przeczytania, wyrobienia sobie własnej opinii i zrecenzowania. Moja recenzja jest też oczywiście już na portalu Bookhunter, gdzie serdecznie zapraszam ;).


36 komentarzy:

  1. Ja lubię książki Colleen Hoover, więc myślę, że mimo wszystko dam tej książce szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, bo być może Tobie się spodoba. Widziałam sporo pozytywnych opinii o tej książce...

      Usuń
  2. Szkoda, że czułaś aż tyle zirytowania. To musiało być bardzo rozczarowujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to była dla mnie bardzo rozczarowująca lektura...

      Usuń
  3. Nie lubię twórczości twórczość Colleen Hoover - po Twojej recenzji i przeczytaniu tego zdania domyślam się, że książka również mogłaby mnie irytować... nie spodobać się. Niestety i tak bywa o czym ostatnio przekonuje się bardzo często

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że Tobie by się ta lektura nie spodobała ;). Ostatnio Ci opowiadałam o zawirowaniach akcji w tej książce :)

      Usuń
    2. Chyba mój mózg wyparł je z pamieci xD Pamiętam Przybyłek i te absurdalne zakończenie ;P

      Usuń
    3. A nie, nie opowiadałam Ci chyba o niej. Tylko napisałam, że bardzo źle mi się czyta ;)

      Usuń
  4. Sama nie wiem. Z jednej strony coś mnie do tej książki ciągnie, a z drugiej boję się, że zawiodę się na niej tak jak Ty. Jestem zupełnie jak Ci główni bohaterowie - niezdecydowana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz miała okazję, to spróbuj, być może Tobie się ta książka spodoba ;)

      Usuń
  5. Ja chyba podziękuję. Mam zbyt wiele do nadrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten tytuł jakoś niespecjalnie mnie zainteresował :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że ta relacja wyszła tak niefortunnie, że skupia się wyłącznie na fizyczności. Rozmowa, o braku której tutaj piszesz, to przecież podstawa w każdym związku. Także tym ksiązkowym. Z drugiej strony wspomniałaś o Colleen, a to moja ulubiona autorka. Może ja odbiorę tę książkę inaczej i zerknę od innej strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, być może Tobie ta książka przypadnie do gustu. Dla mnie była irytująca i źle się ją czytało, ale może się okazać, że będzie ona akurat w Twoich klimatach.

      Usuń
  8. Po opisie fabuły widzę, że to zupełnie nie dla mnie

    Pozdrawiam
    https://subjektiv-buch.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że nie przypadła Ci do gustu. Ale i tak niestety bywa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ominę tytuł ten po Twojej recenzji. Nie lubię książek, które nie budzą emocji i do ktorych nie chce się kiedyś wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Ja również takich nie lubię, dlatego przestrzegam ;)

      Usuń
  11. Wiem o czym piszesz. Najgorsze jest te rozczarowanie powieścią. Nastawiamy się na wow, a kiedy go brakuje jesteśmy rozgoryczeni. Irytujący bohaterowie to jest to co mnie odstrasza niczym off komary. Więc bardzo dziękuję Ci za recenzję i szczerą opinie, już wiem co będę omijać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, człowiek się nastawia na ciekawą lekturę, a wychodzi jak wychodzi...

      Usuń
  12. hmm.. nie ma się co dziwić, jak przeczytałam męską ksywkę głównego bohatera to już się śmiałam, i okazał się być taki, jak sugeruje "Mateo" hahaha :D nie mam tej książki w planach :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jego ksywa mnie rozwaliła, a co najlepsze, tak zwracała się też do niego matka... Brzmiało to co najmniej dziwnie ;)

      Usuń
  13. Powiem Ci, że porównując tę książkę do twórczości Colleen Hoover, stawiasz jej (w moim mniemaniu przynajmniej) wysoką poprzeczkę. Może dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, bo jak wspomniałam na końcu, podejrzewam, że ta powieść będzie miała wiele fanek. Dla mnie była kiepska, ale właśnie ja mam problem z twórczością pani Hoover.

      Usuń
  14. Jak do tej pory tylko jedna z książek Hoover mi się naprawdę podobała,więc to porównanie mnie nie zachęca;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też nie za bardzo się lubię z panią Hoover ;). A ta książka przypomina mi nieco twórczość tej autorki...

      Usuń
  15. Lubię twórczość Hoover, więc pewnie ta książka przypadłaby mi do gustu.

    Zapraszam na nowe recenzje > http://hiddenxguns.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Ci się spodobać, bo w tej książce, podobnie jak u pani Hoover, nagromadzenie dramatów jest ogromne ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz ;)